Wenezuela, kraj systemowego bezprawia i przemocy i Benigno Cruz, który dziedziczy gospodarkę po dziadku. Krwawa przeszłość nie pozwala mu w spokoju wykopać studni, a bez tego stado kóz nie przeżyje. Ma umęczone sumienie, prześladują go teraźniejsi bandyci i cienie przeszłości. Zmarli nie dają się ze sobą pożegnać. Nikt nie jest przy nim bezpieczny. Życie jest takim piekłem i niepokojem, że śmierć wydaje się nieść ulgę.
Piękny, intensywny, klasycznie nowohoryzontowy film. Samotność, osaczenie, strata.
Umowa społeczna, a raczej metody obchodzenia umowy przez skorumpowane rządy i niekoniecznie te z pierwszej dziesiątki kleptokracji, ale też wpływ korporacji na amerykańską legislację. Odbywamy ciekawą i interesująco filmowaną wycieczkę Chile, Malta, Meksyk, USA, Afganistan. I to jest świat, który oglądamy i który najczęściej widzimy w informacjach, bo im gorzej, tym więcej kliknięć. Taki obraz świata powoduje też pewnego rodzaju niemoc, jest tak, źle, że nie ma już czego naprawiać, zło jest tak scementowane, że nie da się tej struktury rozebrać, ale pojawia się głos, że niewolnictwo też kiedyś zniesiono, chociaż na początku powstania idei wydawało się to mrzonką. Z obrazu świata nieuczciwego i wyzyskującego maluczkich i średnich z korzyścią dla gigantów przechodzimy do oporu, do buntu, do ludzi, którzy wyszli na ulicę, lub jednoczą się w obronie swoich praw. To jest naprawdę okienko nadziei budzące z marazmu „tak już musi być”
Z przyjemnością słucha się głosów komentujących obecną kondycję świata, dziennikarze, politologowie, inteligentni, którym ludzie i ziemia są bliskie sercu.
Jest taki wątek w kinie jak cudowny duet rodzic-dziecko, taki raj o którym każdy marzy, żeby mieć, albo, żeby stworzyć swoim dzieciom. I jak już się tak rozpłyniemy i wypniemy wrotki sentymentalizmu i ciepełka to wtedy następuje pierdolnięcie i tyle raj widzieli. Tutaj jest nim bogata dziewczyna w drogiej furce przekraczająca prędkość.
Matka szuka sprawiedliwości w kraju przekupnym. Szuka wsparcia wśród ludzi wokół siebie, ale oni walczą o własne przetrwanie. Rozpacz nie może znaleźć ujścia, zadość stać się nie może, no bo jak? Nikt nie może zrozumieć bólu, no bo kto? A ten ból wysysa z niej wszystko czym przedtem błyszczała.
Piękny, rozpaczliwy, nie pozostawiający żadnego promyczka.
Putos ricos vs rebelia w zgniłym państwie. Piękny kadr: u stóp sklepu louis vuitton trup ściele się gęsto. Dokąd prowadzi bunt wykorzystywanych mas, kto ma karabiny, kto ma mundury, kto jest silniejszy, kto triumfuje?
W zasadzie to wszystko.
Film jest pięknym, świetnie zrealizowanym protest songiem. Żadnego nowatorstwa, metafizyki, niedopowiedzeń. Koniecznie.
Zatoka Kalifornijska zwana przez Jacquesa Cousteau akwarium planety z powodu różnorodności żyjących tam gatunków zwierząt. Człowiek nie byłby sobą, gdyby nie spierdolił tego cudeńka.
Totoaba, ryba, która ma to nieszczęście, że jej pęcherz pławny został przysmakiem chińskich bogaczy, którzy już naprawdę nie wiedzą w co wbić swoje znudzone zęby. Morświn kalifornijski, ssak, którego na świecie zostało mniej niż 20 sztuk. Oba gatunki wciąż żyją w Zatoce Kalifornijskiej. Kilogram pęcherza totoaby potrafi kosztować 100 000 dolarów, zwany jest morską kokainą. Organizacja jest taka sama jak w narkokartelach i korzysta z ich bogatej tradycji. Kłusownicy i przemytnicy to najbiedniejsza i najłatwiejsza do odstrzału część łańcucha pokarmowego. Zyski lądują u bossów mafii meksykańskiej i chińskiej i ci na ogół mają się bardzo dobrze.
Obserwujemy grupę naukowców, którzy próbują za wszelką cenę uratować te ostatnie sztuki żyjących morświnów i jest to niesamowita historia.
Jak zwykle w takich miejscach działają Sea Shephard, realizując to czego z jakiegoś tajemniczego powodu zwanego korupcją nie udaje się dokonać uzbrojonej po zęby policji. I jak zwykle następuje zderzenie potrzeb najbiedniejszych, dla których praca dla mafii jest szansą na zarobek i walką o zagrożony gatunek.
Wysoko budżetowe kino akcji z przesłaniem, świetnie się ogląda.
Teheran, policja poluje na dealerów narkotyków. Popularne narkotyki to opium i heroina, crack był kiedyś. Wygarniają narkomanów z nieprawdopodobnych narkomańskich squatów, aresztowania idą w setki, przesłuchują, dostają nazwiska mniejszych dealerów, aresztują tych, idą wyżej. Widzimy dochodzenie, proces sądowniczy - odbywa się w pokoju na komisariacie, sędzia sam podejmuje decyzje. Za dealerkę jest kara śmierci. Wszystko odbywa się w hałasie, kłótniach, bazarowej atmosferze, krzykach, opierdalaniu wzajemnych, odgrażaniu się, płaczach.
Tempo jest szybkie, wydaje się, że nikt w tym filmie nie śpi, ciagle gdzieś pędzą, gonia, krzyczą, przepełnione cele, bajzel organizacyjny. Nędza i przepych tych wysoko w hierarchii przestępczej.
„Sierra Nevada” meets „Czasem słońce, czasem deszcz” i rozdzierający ludzki dramat. I rosnąca z roku na rok liczba uzależnionych. Niesamowite przeskoki z grubych żartów do poruszających scen dramatycznych.
Hit kasowy w Iranie, nagroda publiczności na festiwalu w Teheranie.
Świetny film, prawdopodobnie najlepszy jaki widziałam na tym festiwalu.
Rumunia da się kochać filmowo. Reżyser "4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni". Ten film nie ma takiego uderzenia, ale bardzo się go wartko i ciekawie ogląda.
Ojciec kocha swoją córkę i szykuje jej przyszłość poza granicami tego nieprzyszłościowego miejsca, uwija sie jak w ukropie, żeby zaspokoić córkę, żonę, kochankę i na to wszystko zarobić, wszystko w biedzie i korupcji.
Być może miałabym zachwyty, ale to był piąty film tego dnia festiwalowego i prawie wszystkie długie i z sennością wygrać nie mogłam. Kiedyś zrobię sobie powtórkę. Opis festiwalowy
Tytuł oryginalny: Bacalaureat Reżyseria: Cristian Mungiu Rumunia, Francja, Belgia, 2016 Język rumuński Obejrzane: Nowe Horyzonty 2016
Silvio Berlusconi, dziwki, koks, alkohol, bogactwo, poprozrywka, popmóżdżki, poppustka, popmarzenia, plastikowe uśmiechy, cycki, pośladki, nadmuchane usta, wyprężone, rozkraczone, rozanielone kobiety. Społeczeństwo podzielone na my i oni. Oni wciskający kit za głosy, albo mieszkanie za hajs, albo gównianą telewizję za oglądaczy. Starość vs młodość, ani jedno, ani drugie nie jest u niego ładne, stare jest wstrętne i żebrze, albo kupuje u młodości, młodość sprzedaje się staremu. Wszystko okropne, ohydne, obrzydliwe, rozpaczliwie głośne.
To jest niewątpliwie dobry film, umęczyłam się na nim okropnie. Miałam wrażenie, że po „Pięknie” i „Młodości” znowu na swój sposób oglądam czyjeś męki piekielne, które ani nie są mi bliskie, ani je jakoś specjalnie w trzecim filmie zgłębiać bym chciała. Jak dla mnie „Piękno” by wystarczyło. Ale oczywiście film dobrym jest.
Tytuł oryginalny: LoroReżyseria: Paolo SorrentinoWłochy, 2018
Obiecujący, młody chirurg na początku swojej kariery zawodowej odkrywa, że środki do dezynfekcji nie zabijają bakterii. Zaczyna w pojedynkę walczyć z systemem. To Rumunia, więc młody lekarz ze swoją żoną mieszkają w ciasnym mieszkaniu ze zgorzkniałą matką. Do wyboru ma walkę o przetrwanie, czy walkę o uczciwość i ludzkie życie.
Bardzo rumuńskie, nie wiem jaką muskulaturę muszą mieć rumuńscy operatorzy, ale zasuwanie trzy piętra w górę, a potem niekończącym się korytarzem szpitalnym budzi mój podziw.
Samotna walka z systemem, bolesna, hipnotyzująca. Bardzo dobre.
Meksyk, w czasie oglądania tego filmu 6 osób zostanie zabitych. Przemoc, korupcja, gwałt. Spotykamy dwie ofiary panującego systemu. On stracił syna w ulicznej strzelaninie, ona uciekła od męża kata. Pomagają sobie, dają sobie oparcie, próbują przetrwać i walczą o godność i sprawiedliwość. Walka z silnym, bezwzględnym systemem raczej nie daje dużych szans na wygraną.
Film z serii biedny, samotny, przyzwoity człowiek, próbuje nie utonąć bo trudno mówić o wygranej robaczka w piekle.
Bardzo dobry film, piękne obrazki, intensywny, nie jest odkrywczy, widziałam już te historie, ale poruszający i świetnie się go ogląda.
Meksyk 2018 Tytuł oryginalny: Ocho de cada diez Reżyseria: Sergio Umansky Brener Obejrzany na Warszawskim Festiwalu Filmowym 2018