Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcjonerzy sztuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcjonerzy sztuki. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 czerwca 2019

Eisenberger. Każdy może być artystą. [MDAG 2019]




Eisenberger, artysta hiper płodny, podobno w ciągu 15 lat stworzył 45000 dzieł. Jego sława zaczęła się od wycinanek z tektury, dedykowanych wyrzutkom społecznym takim jak uchodźcy, żebracy, stawiał je w różnych częściach miasta. Pochodzi z małej wsi, rodzice uwielbiają jego stare, piękne, klasyczne rysunki w niczym nie przypominające tego co tworzy teraz.

Jest artystą w każdej serpentynce swojego DNA, tworzy na wsi, w mieście, używa swojego ciała, albo nie, tworzy bo musi, kompulsywnie. O sztuce opowiada z uśmieszkiem rozbawienia. Nie cacka się ze swoimi dziełami, zreszta poza ustawianiem ich w galerii w odpowiednim porządku nie ma do nich nabożnego stosunku, one z niego wypadają jak młode koniki morskie ze swojego ojca.


Żaba rozciągnięta na krzyżu schowana w zakrystii księdza, który co prawda jej nie wystawia na widok publiczny, ale ma na własność pewnie wzbudziła by u nas mała wojnę domową :)





Wdzięczny film o niezwykłej postaci, a może zwykłej, wręcz super normalnej w swoich działaniach.




Tytuł oryginalny: "Eisenberger – Kunst muss schön sein, sagt der Frosch zur Fliege"
Reżyseria: Hercli Bundi
Szwajcaria, 2018
Język niemiecki

niedziela, 21 października 2018

Moje arcydzieło [WFF]


Zgryźliwy dziad malarz, lata świetności ma daleko za sobą, żadnego obrazu nie sprzedał przez dekadę, jest zbyt oldschoolowy, żeby ścigać się ze sztuką nowoczesną. Żyje na kredyt u swojego przyjaciela, handlarza sztuką.

Bezpretensjonalna satyra na sztukę nowoczesną, uczciwość, popularność, przemijanie.

Uroczy, po włosku ciepły film, z przyjaźnią dwóch starszych mężczyzn na pierwszym planie.

Miłe, dobre, zabawne i inteligentne oglądanie.


Argentyna/Hiszpania, 2018
Tytuł oryginalny: Mi obra maestra
Reżyseria: Gastón Duprat
Obejrzany na Warszawskim Festiwalu Filmowym 2018






piątek, 19 października 2018

Mężczyzna, który ukradł Banksego [WFF]


Banksy maluje w Palestynie kilka prac, między innymi żołnierza, który sprawdza osiołkowi dokumenty. Wokół tej pracy powstaje oburzenie, że osiołek to Palestyńczycy i istnieje zagrożenie, że ktoś pracę zamaluje. Wtedy pojawia się cwaniaczek i postanawia ją ukraść, czyli wyciąć kawałek ściany. Osiołek i żołnierz rozmiarów naturalnych, więc jest to niezły kawałek betonu, a konkretnie 4 tony! :)

Cały film jest dywagacją na temat czy wolno i czy powinno się zabierać ulicom street art, do kogo należy sztuka ulicy etc. Ciekawe, za długie, mielenie w kółko tego samego, że wolno, bo, albo, że nie wolno bo.

Bardzo ładne wizualnie, trochę palestyńskiego rapu, też miło. I moja absolutnie ulubiona postać kolekcjonera sztuki, który robi wykład z tego co jest coś warte i że jak jakaś sztuka jest ładna, to to po prostu nie jest sztuka. I oprowadza nas po ulicy, gdzie po jednej stronie murale robione na zamówieniem z wplecioną kopią Banksego i komentuje: „tutaj widać jak posiadanie pieniędzy nie gwarantuje dobrego gustu”, a potem przechodzi na drugą stronę, gdzie jest śmietnik ulicznych tagów i mówi „i to jest żywe i tu jest sztuka” I w zasadzie to jest w filmie najładniejsze i wcale nie żałuję, że spojlerowałam bo obejrzeć i tak można :)

Jest też ciekawa akcja protestu Blue, który nie chce żeby jego prace były sprzedawane, tego nie będę spojlerować :)



Włochy, Wielka Brytania, 2018
Tytuł oryginalny: The Man Who Stole Banksy
Reżyseria: Marco Proserpio
Obejrzany na Warszawskim Festiwalu Filmowym 2018