Film dla przyjemności, bo trochę przyjemności należy się nawet nowohoryzontowej publiczności. Gondola, dwa wagoniki, w każdym z nich pracuje dziewczyna, która zbiera monety za przejazd , zamyka drzwi i uruchamia wagonik. Gondola jeździ w pięknych okolicznościach przyrody, w górach, nad wsiami. W połowie drogi dziewczyny mijają się i zaczynają się do siebie zbliżać. W tym filmie nikt nic nie mówi, więc wszystko dzieje się w spojrzeniach, gestach, wizualnych niespodziankach. Trochę Wes Anderson, tylko uroczy. Trochę bajka, trochę komedia romantyczna. Sama przyjemność.
Najpiękniejszy film o opiekowaniu się człowiekiem.
Najpiękniejszy film o bliskości.
Najpiękniejszy film o tym co ważne.
Najpiękniejszy film o odchodzeniu.
Paulina Urrutia i Augusto Góngora, ona jest aktorką i była ministra kultury i sztuki w Chile, on był dziennikarzem telewizyjnym, autorem książek o kolektywnej pamięci narodu. I to właśnie w pamięć uderza choroba. Po 7 latach związku Augusto dostaje diagnozę.
Mamy tu kilku bohaterów kobietę, mężczyznę i bardzo dużo książek. Alzheimer powoli zabiera mózg, zabiera człowieka jakim był wcześniej, a Paulina za wszelką cenę próbuje ze złośliwych łap choroby wyrwać jeszcze trochę pamięci, jeszcze trochę obecności. Sposób w jaki walczy o swojego mężczyznę, jak znajduje radość w tym życiu drobnych i większych upadłości, jak udaje im się odnajdywać bliskość jest nieprawdopodobnie wzruszające i piękne.
Z drugiej strony jest Augusto, któremu choroba zabiera zrozumienie i wspomnienia. On z kolei łagodnie poddaje się czułości Pauliny, ale czasem zapomina tak bardzo i popada w rozpacz, bo boi się, że znikną jego książki.
Augusto umiera 3 miesiące po europejskiej premierze filmu.
Musical, kolorowy, akcja toczy się w centrum handlowym, pomiędzy sklepem a salonem kosmetycznym. Jest miłość, złamane serca, zdrada, kochanek z przeszłości. Kolorowo, eightiesowo. Momentami przypominał mi „Kobiety na skraju załamania nerwowego”
Ciekawa rzecz do obejrzenia, bardzo interesującej reżyserki, której pozostała część niczym nie przypomina tego filmu. Trochę jak Tsai Ming Lianga i jego musicalowe wstawki :)
Golden Eighties
Chantal Akerman
Francja, Belgia, Szwajcaria 1986
Język: francuski, angielski, a nawet kilka słów po polsku :)
Para emerytowanych muzyków, z tych co trzymają się za ręce i mają poczucie humoru. Ona ma zawał, on jej nie opuszcza. Oglądamy sytuację powoli, w ciszy, z dnia na dzień. W ciszy, miłości, samotności. Piękny, poruszający, duszny film.
Komedia romantyczna tylko odwrotnie. Nic nie ma dobrego środka, ani końca, wiara w zakochanie prowadzi na manowce oszustwa, zdrady, rozczarowania. Film z gatunku prostych. Co kilka lat oglądam go sobie, od niego zaczęła się moja miłość do Damiena Rice'a i jednej z moich ulubionych piosenek:
Trzy pary rozmawiają, losują pytania i zadają je sobie nawzajem. Trochę jak terapia, rolę terapeuty pełni pudełeczko z pytaniami. Powstaje obraz tego co między nimi. Subtelne, inteligentne, smutne.
Trochę może stronniczy wybór par, panowie delikatnie mówiąc rysują się dość słabo. A z drugiej strony każdy ma w tym filmie lusterko swoich odczuć, więc może niekoniecznie.
Let’s talk about sex po węgiersku. Mała, biedna, węgierska wioska. Zasuszeni staruszkowie opowiadają nam o seksie, pożądaniu, miłości. Świat na ich oczach się zmienił, teraz kobiety mówią: „zerżnij mnie”, a kiedyś było to nie do pomyślenia. W Biblii jest napisane, że kobieta musi służyć mężczyźnie, ale jedna ciotka mówiła, że jak się użyje smalcu na palce to żaden mężczyzna Cię tak nie zaspokoi. Przeżyli już większość swojego życia, wiedzą wszystko, żałują tego czego nie zrobili, tęsknią za możliwościami jakie daje młode ciało. Opowiadają o swoich miłościach, tragediach, wyczynach, porażkach o tym czego by jeszcze chcieli, a nie mogą. Seks seksem, a turlanie się po trawie jest najlepsze. Film do ukochania.
Tytuł oryginalny: Szerelempatak Reżyseria: Ágnes Sós Węgry 2014 język węgierski
Letizia Battaglia, kobieta, która odważyła się żyć po swojemu chociaż ani czasy, ani umafijnienie Sycylii w tym nie pomagały. Najpierw była żoną i matką, mając 32 lata zaczęła własne życie, rozwiodła się, zaczęła pracować jako fotografka.
Najbardziej znana z fotografii mafiijnych ofiar. Nie dość,że nie została żoną na zawsze to kolejni jej partnerzy są coraz młodsi. Fascynująca opowieść o życiu, pasjach, namiętnościach, wyborach. Nie żyje, pędzi przez życie, przeżywa je całą sobą, dokładnie tak jak chce.
Na Q&A widać ludzkiego człowieka, uważna w stosunku do partnera, siłą rzeczy pozostającego w cieniu, w stosunku do swoich córek, które nie zostały uwzględnione w filmie, tłumaczki, która musi tłumaczyć niezłą gadułę. To bardzo miłe uczucie patrzeć na fascynującą bohaterkę filmu i widzieć ludzkiegoczłowieka.
Bardzo ładne pytanie z sali „jak to jest, że walcząc z mafią wciąż pani żyje” :)
Ma 84 lata, zaczęłą nowa serię zdjęć, których przedmiotem jest kobiece ciało, pali trzy paczki szlugów dziennie, jest wściekła na skorumpowane Włochy, które wciąż dobiają targu z mafiozami.
Przemijający rockowy gwiazdor poznaje wschodzącą gwiazdkę, ruszają razem w tournee muzyczno-miłosne. Przemijający żłopie alkohol hektolitrami. Piękny, klasyczny melodramat, z naprawdę dobrą Lady Gagą i Bradleyem. Świetnie się ogląda, jest klasycznie, melodramatycznie, poruszająco, łzy lecą, świetne sceny koncertowe. Przyjemna rzecz USA, 2018
Tytuł oryginalny: A Star Is Born Reżyseria: Bradley Cooper