Od pierwszego dnia festiwalu słyszałam „Idziesz na Cuskę, widziałaś Cuskę?”. Nie planowałam, ale zbiorowa, szczera miłość ludzka zmusiła mnie do tego seansu i jestem jej za to bardzo wdzięczna.
Maciej, jego syn i jego dwa przyjaciele przez kilkanaście lat w ramach wakacji wyjeżdżają w Polskę i kręcą horrory pt. „Kandydaci śmierci”. Wszystko zaczyna się od chłopców, kończy na mężczyznach. Na przestrzeni lat stan rzeczy ulega zmianie, bliscy się rozwodzą, chorują, zakochują, umierają. Chłopaki kręcą filmy, rozmawiają o rzeczach poważnych i głupotach. Z tych nagrań powstaje absolutnie cudowny zapis życia. O przyjaźni, o rodzinie, o relacjach, o tym, że dobrze jest mięs obok siebie wioseczkę. Jest wesoło, jest wzruszająco, jest ciekawie, ten film totalnie dotyka serduszka każdego.
W ciągu dokumentów grozy, które miałam na swojej liście „Kandydaci śmierci” zapalili cieplutkie światełko nadziei. Koniecznie.
Reżyseria: Maciej Cuske
Polska, 2026









