Jedna matka nie może zajść w ciążę, szuka dziecka do adopcji, młoda dziewczyna zachodzi w ciążę z chłopakiem, ale nie może wychować dziecka, więc szuka mu dobrych rodziców. Dramat matek, ich miłość do dzieci, skomplikowane historie życiowe. Na jakimś poziomie ten film jest niezwykły, bo koncentruje się na zwycięstwie dobroci w człowieku, matki/kobiety z tego filmu są dla siebie dobre. I to jest jego wielki urok.
Dobry, ładny, wyważony.
Naomi Kawase zrobiła wcześniej dwa przepiękne filmy: „Kwiat wiśni i czerwona fasola” i „Las w żałobie”
Myje szyby, żona odeszła bo nie mógł jej dać tego czego potrzebowała, został z małym synkiem. Kocha go w najśliczniejszy sposób świata, rozpuścić się można. Winogrona obiera mu ze skórki i wyjmuje pestki. W taki sposób. Łyżkami chłopaków można jeść. Niestety nie może się nim zająć i musi znaleźć mu inną rodzinę.
Film jest delikatny, mądry, oczywiście poruszający.
Karoline jest Dunką pochodzenia koreańskiego, została adoptowana jako małe dziecko, przyjeżdża do Korei, żeby odnaleźć swoją matkę. Zatrzymuje się tam w hostelu przeznaczonym dla osób, których cel przyjazdu jest ten sam. Wszyscy chcą odnaleźć te matki, które ich urodziły. Rozmawiają, opowiadają sobie o tym jak to jest być innym w kraju białych ludzi, jak to jest być adoptowanym, jak to jest spotkać po raz pierwszych swoje koreańskie rodziny.
Film jest prawdziwy, przeplatają się tam dokumentalne watki, główna bohaterka jest Dunką koreańskiego pochodzenia, w jednej ze scen widzi po raz pierwszy swoje papiery adopcyjne. Reżyserka też ma taką historię, kilka postaci w filmie też.
Bardzo ciekawy film, bardzo subtelny, bardzo życiowy. Znowu temat rodziny z wyboru, rodziny przybranej, temat oderwania od korzeni, powrotu do korzeni, przyglądania się własnym korzeniom. Poruszające, ciekawe, pięknie zrobione.