„Pieśni lasu” tylko do kina.
Gaśnie światło i wszystko zwalnia. Jesteśmy w starym lesie, cisza, wilgoć, miękkość mchu, słychać ptaki, skrzypienie gałęzi. Miękkie futro rysia, lekkość jeleni. Magia.
Trzech mężczyzn, dziadek, ojciec i syn. „Kandydaci śmierci”, nie kręcą horrorów, tylko obserwują zwierzęta. Rozmawiają. Oglądamy dobre męskie relacje, co nie jest częstym wątkiem filmowym.
W tym filmie bohaterami są las, zwierzęta, cierpliwość i uważność.
Człowiek jako obserwator oddający naturze prowadzenie. Nie ingeruje, tylko w milczeniu patrzy i słucha. Vincent Munier jest synem człowieka, który obserwuje ten las przez całe swoje życie. Materiały do filmu zbierał przez 10 lat. I to tempo, a raczej zwolnienie z tempa, w którym żyjemy, czuć w tym filmie.
Jeżeli coś jest magią kina, to właśnie ten film.
Tytuł oryginalny: „Le chant des forêts”
Reżyseria: Vincent Munier
Francja 2025
Wywiad z reżyserem:
Obejrzałam na Millenium Docs Against Gravity 2026

