O śmierci, o stracie, o tym jak się z nią żyje. Temat klasyka, ale "Everytime" jest inny niż wszystkie. Sama śmierć jest cicha, oglądamy ją z dystansu, we wschodzącym słońcu, przez mgiełkę MDMA. Osierocona rodzina. Widzimy ją dopiero wtedy kiedy w żałobę wkracza normalność. Nie oglądamy szoku, pierwszej rozpaczy, pogrzebu. Spacer na grób, jeden z wielu. Jest ich troje, każde stara się przetrwać inaczej. Razem, osobno, rozmawiają, albo nic nie mówią, starają się o niej zapomnieć, albo ją przywołać. Uciec w świat wyobraźni, bo nie można udźwignąć rzeczywistości. Ten film zostawia bardzo dużo przestrzeni, nie domyka, nie podsumowuje, krąży między rzeczywistością, a fantazją, miesza czas, a może nie miesza. Majstersztyk.
Reżyseria: Sandra Wollner
Berlin 2026


