10 dni kina, czasem słońce, czasem mgła, 35 filmów, 17 takich, które chcę polecić
„Gradiva”, reż. Marine Atlan - za moment wchodzi do kin, wybitny film. Klasowa wycieczka do Neapolu. Mała społeczność, a w niej wszystkie ludzkie szczęścia i nieszczęścia, wzajemne oddziaływanie z Wezuwiuszem i antykiem w tle. Protesty młodzieży we Francji współgrają z tym co oglądamy.
„Everytime”, reż. Sandra Wollner - już w kinach i tylko do kina, koniecznie. strata, żałoba, rozpacz. Film cichy, spokojny, spacer po ludziach, którzy próbują żyć z raną najgłębszą z możliwych.
„Sorry for the Genocide”, polski tytuł „Tymczasem w Namibii”, reż. Jonas Spriestersbach - o ludobójstwie, którego dopuścili się Niemcy na początku ubiegłego wieku na terenie obecnej Namibii. Niemieccy turyści zwiedzający Namibię, mniejszość niemiecka w Namibii. Koniecznie.
Dwa filmy prawie o tirach :)
„Na poboczu”, reż. Francisco Marise - dokument o kierowczyniach, kierowcach parkujących na poboczach argentyńskich dróg. Bardzo klimatyczny film, intymne sytuacje, rozmowy, trochę smutku i radości. Bardzo.
„Flesh and Fuel”, reż. Pierre Le Gall - romantyczna gejowska historia w tirze. Wciąga, robi dobrze, interesuje, świetnie zagrana.
„Witajcie w Hope”,reż. Na Hong-jin - wycieczka poza moją strefę komfortu. NIGDY nie oglądałam koreańskiego horroru science fiction, nigdy mi to nawet nie przyszło do głowy. Film typu nowohoryzontowe Nocne Szaleństwo. Bawiłam się świetnie, ludzie byli głupi, potwory piękne i mądre. Nie może być lepiej.
Dwa dokumenty o przyzwoitych ludziach, którzy robią dobro:
„Pęknięcie”, reż. Keren Kraizer - dokument, pamiętnik z kilku lat życia Keren, izraelskiej reżyserki, performerki, aktywistki. Jako 20-latka opuszcza Izrael, po 8 latach wraca do miejsca, którego nie akceptuje, ale jest jej. Protestuje przeciw Netanjahu, jest wolontariuszką, pomaga palestyńskim rodzinom na Zachodnim Brzegu. Należy do tej maluteńkiej grupy izraelskich bohaterek i bohaterów.
„Tam, gdzie kończy się mur”, reż. Laurentia Genske - jest takie miejsce, gdzie mur dzielący Meksyk i USA się kończy i tam uchodźcy przechodzą na amerykańską stronę w poszukiwaniu lepszego życia. Część z nich decyduje iść przez pustynię i próbować żyć na czarno, część decyduje się składać o azyl. Po amerykańskiej stronie czekają na nich ludzie z namiotami, ciepłym piciem i jedzeniem, dobrym słowem i radami jak składać o azyl, co robić. Takie Podlasie, tylko pogranicznicy mniej brutalni.
Azjatyckie historie:
„Słonie we mgle”, reż. Abinash Bikram Shah - Nepal, mała wioska często nawiedzana przez dzikie słonie. Jest w niej grupa kobiet, która tworzy społeczność, w której zasadą jest wstrzemięźliwość seksualna. Z czasem okazuje się, że nie urodziły się z waginami, co powoduje zwarcia z pozostałą częścią wioski.
„Kwartet z Suzhou” , reż. Cai Chengjie - Chiny, w tym filmie forma robi robotę. Ekran podzielony jest na cztery paski, w każdym z nich śledzimy inną historię. Historie nie są niczym szczególnym ale zabawa obrazem uwodzi. Piękne lokacje, pora deszczowa.



W tych trzech filmach napaść Rosji na Ukrainę, była tym co na odległość …(nie wiem jak to sformułować) zrzuca granat przerywając tok życia, czy tok spraw
„Minotaur” - Rosja, wyczekany Zwagincew, którego kocham nad życie. I oczywiście w tym filmie wciąż jest to co kocham, ale jest też niestety dużo wątków, scen, których nie lubię, nie akceptuję, rozczarowały mnie. Oczywiście to wciąż bardzo dobry film, ale mnie zostawił niezadowoloną.
„Czarna kasa, białe noce”, reż. Kristina Grozeva i Petar Valchanov - Bułgaria. Urocze małżeństwo, tuż przed emeryturą, pielęgniarka i zawiadowca stacji, biorą łapówki i wkładają do metalowej puszki. Zbierają na spełnienie jej marzenia, czyli białe noce. Kupują wycieczkę, pakują walizki, ale Rosja najeżdża Ukrainę.
„Jak wziąć rozwód podczas wojny”, reż. Andrius Blaževičius - Litwa, rozpada się małżeństwo, naturalną koleją rzeczy byłby rozwód, ale wojna wpływa na wszystko, uchodźcy z Ukrainy, kontrakty z rosyjskimi firmami, wojna tuż za ścianą.
Dwa filmy z zadufanymi w sobie mężczyznami na pierwszym planie:
„Heysel 85”, reż. Teodora Ana Mihai - Bruksela 1985 rok, finał Pucharu Europy. Bohaterowie: burmistrz, zapijaczony dziad dobrze osadzony na swoim stanowisku, Marie, rzeczniczka prasowa burmistrza Brukseli, profesjonalna, ale kobieta w latach 80, więc nikt się z nią nie liczy, masa oficjeli z różnych stron, sami mężczyźni, mecz w którym sprzedano za dużo biletów, nie zabezpieczono odpowiednio ochrony i stadion, stary, nieremontowany. Film opiera się na prawdziwej, dramatycznej historii meczu pomiędzy Juventusem a Liverpoolem.
„Natura miłości”, reż. Rodrigo Sorogoyen - Hiszpania. Zadufany w sobie przemocowy ojciec i reżyser, po latach spotyka się z córką, którą porzucił na rzecz nowego idealnego życia z blond żona i dwojgiem blond dzieci. Piękne spektrum przemocowca w relacjach z ludźmi i na planie filmowym.
Dwa filmy o małych dziewczynkach:
„Look Back”, reż. Hirokazu Kore-eda - Japonia, o przyjaźni dwóch dziewczynek, o mandze, o tym co by było gdyby. Cukierkowe w uroczy sposób.
„Josephine”, reż. Beth de Araújo - USA, dziewczynka ma 8 lat i żyje w kulcie sportu i walki z ciałem, tata sportowiec, mama baletnica. Jest świadkiem napaści i gwałtu. Cała historia o tym jak sobie z tym radzi rodzina, otoczenie, ofiara zgwałcona i ofiara tej sceny, czyli Josephine.